Falownik hybrydowy w trybie autokonsumpcji stara się utrzymać pobór z sieci blisko zera. Mierzy moc na przyłączu, zwykle przekładnikiem prądowym (cęgami CT) albo licznikiem, i rozładowuje baterię, żeby pokryć to, co pobiera dom.
Jeśli ładowarka EV jest podłączona za tym punktem pomiaru, sesja ładowania 7 kW wygląda dla falownika jak bardzo duże zużycie domu. Falownik nie wie, że to samochód. Widzi tylko pobór z sieci i odpowiada rozładowaniem baterii, aż do jej maksymalnej mocy.
Typowy obraz: ładowarka pobiera 7 kW, bateria dostarcza z tego od 3 do 5 kW, a sieć pokrywa tylko resztę.
Nawet w taniej taryfie to kosztuje. Energia w baterii została zmagazynowana wcześniej, często po tej samej niskiej cenie albo z fotowoltaiki. Przeniesienie jej do auta w tanim oknie nic nie daje. Później, gdy prąd jest drogi, bateria jest pustsza i dom kupuje drogą energię z sieci. Każdy cykl to też kilka procent strat i dodatkowe zużycie baterii.
Przy stałej taniej strefie nocnej efekt bywa niewielki. Przy taryfie, która dodaje tanie okna w innych porach, może się powtarzać kilka razy w tygodniu i nikt tego nie zauważa.